![[Snooker według Kooniczyny, czyli o świecie snookera
z przymrużeniem oka]](obrazki/logo.png)
Wbrew pozorom, nie napiszę, ile mam lat, bądź na jaką chodzę uczelnię. Byłoby to nie związane z tematem strony :-). Napiszę za to, że jestem z pięknego nadmorskiego miasta - Gdyni, aby je dodać na polską mapę fanów snookera. Ale po co jest ta podstrona? Abyście poznali snookerowy gust piszącej na tej stronie. Tak więc, oto ja w ośmiu punktach. Ale najpierw... no dobrze, zdradzę się ;-).
Pewnego wrześniowego dnia obchodziłam równo swoje 18-ste urodziny. W tym samym dniu
w centrum handlowym Klif
w Gdyni - Orłowie, z okazji jedenastych urodzin domu towarowego było
urządzone spotkanie z mistrzami
- z Otylią Jędrzejczak oraz z Bogdanem Wołkowskim - 13-krotnym
Mistrzem Świata w różnego rodzaju trikach bilardowych, snookerowych oraz w bilardzie artystycznym.
Oczywiście się wybrałam na to, bo jakże by inaczej - to tylko 30 minut drogi autobusem a potem
szelkobusem (znaczy się trolejbusem).
Na początek pan Bogdan dał 40-minutowy pokaz swoich niesamowitych
sztuczek i, jak to ma w swoim zwyczaju, zaczął opowiadać żarty. Następnie był mini-konkurs
wiedzy o sporcie, a miłe panie rozdawały kartki z wizerunkiem pani Otylii, by mogła dać autograf.
Wzięłam tę kartkę, owszem, ale nie dla pływaczki, tylko dla pana Bogdana (oczywiście ja głupia
nie wzięłam ani kartki, ani długopisu, ani aparatu, ale od czego ma się przyjaciółkę, prawda?).
Gdy inni zajmowali się sobą, zauważyłam, iż nadarza się okazja wziąć autograf od pana Wołkowskiego.
Nieśmiało więc podeszłam i spytałam, czy mógłby się podpisać. Na początku odpowiedział negatywnie,
ponieważ ta kartka była przeznaczona dla Otylii - Co tam Otylia
odparłam, ja dla pana tutaj przyszłam!
Autograf dostałam, podziękowałam i odeszłam. Po pewnym czasie jednak
sobie przypomniałam, że nie mogłabym dać tego zdjęcia na stronę, bez pozwolenia! Więc jeszcze
raz musiałam podejść do pana Bogdana i się o nie spytać. Nie dość, że dostałam zgodę na publikację
zdjęć, to jeszcze mnie zaprosił na sesję zdjęciową
przy stole! Było wspaniale celować do jednej
bili z takim mistrzem, a jeszcze lepiej, gdy została po tym pamiątka na całe życie :).
Po tym musiałam trochę ochłonąć i robiłam zdjęcia innej mistrzyni - pani Jędrzejczak. Czekałam z niecierpliwością na drugi pokaz sztuczek bilardowych. Gdy do nich doszło, to w jednej z nich pan Bogdan potrzebował pomocnika. Odwrócił się w moją stronę, z pytaniem, czy chcę wziąć w tym udział. Jakie szczęście, że odmówiłam! W innym wypadku bym musiała trzymać kredę w zębach, na niej bilę, a w razie nieszczęścia bym miała olbrzymiego siniaka na lewym policzku...Powróciłam do domu z takim uśmiechem, że gdyby nie uszy, to byłby on naokoło głowy. A teraz obiecane zdjęcia, wykonane aparatem Dominiki, mającej głowę na karku (czyli nie to co ja).
podpadliwtedy nie mam za co ich nie lubić. Lista tych trochę mniej lubianych w punkcie drugim.
światku. Federacja go wykluczyła z rozgrywek snookera na kilka lat, co praktycznie oznacza skończoną karierę w tym kierunku.
szarej liście.
wpadkasezonu 2005/2006 została by mu wybaczona.
fartownychzagrań, z dużą serdecznością (czyli nie proszenie sędziego 10 razy o
chybienie), taki, aby nie dało się odejść od odbiornika ani na chwilę :-)
buczków, zachowują się kulturalnie, gdzie niewyłączenie głosu w telefonie jest uznawane za wielki wstyd. Sami zawodnicy również są kulturalni, nie dogryzają sobie, nie przeszkadzają sobie nawzajem, nie kopią, nie gryzą... ;-) Obowiązkowym strojem są eleganckie spodnie, koszula, kamizelka i mucha. Ponadto, to sport na inteligencję - zanim się wykona jedno uderzenie, zawodnik w głowie ma już poukładany cały
planna rozegranie partii. Poza tym, snooker wciąż jest bardzo mało znany w naszym kraju, a więc jest po prostu oryginalny.
O, jaki miły kameralny klubik!. Poza tym jest kosztowny (kupno kija, stołu, jego konserwacja). Aby myśleć o zawodowym snookerze, trzeba mieć 5 do 13 lat, inaczej nie dziwmy się, że
nic nam nie wychodzi, gdy sami próbujemy grać... Dlatego wolę się zająć wnikliwą obserwacją zawodowców z Wysp, niż sama trzaskać kij o podłogę (no, chyba, że się jest Graemem Dottem na stacji benzynowej). A tak z innej pietruszki, wadą mogą być jeszcze... zawodnicy. Niektórzy bowiem zapominają, że snooker to sport elegancji. Niektóre
wpadkii kaprysy Ronniego O'Sullivana, wspomniana wyżej wolna gra Ebdona, bądź bałaganiarska Dotta, sprawiają, że ludzie zaczynają się do tego zniechęcać.
Ktoś inteligentny inaczejpowie, że snooker jest grą bez sensu, bo
toczenie kuleczeknie może być emocjonujące. Często bowiem bywają pojedynki, gdzie z emocji nie mogę sobie znaleźć miejsca :-) A jak kogoś to od razu nie zainteresuje, to zawsze można przełączyć kanał (kciuk powinien być sprawny fizycznie i bardziej inteligentny, niż jego właściciel, który znajduje czas na pisanie po internetowych forach, w celu zezłoszczenia innych użytkowników).